...więc, żeby do końca nie zwariować postanowiłam zrobić sobie wycieczkę. Na południe Hiszpanii. Niestety sama, bo jakoś się tak poukładało, że mam dwa tygodnie wolnego podczas gdy wszyscy zaliczają i się egzaminują. Tour Malaga->Granada->Alicante->Valencja->Barcelona.
Malaga: Wylądowałam późnym wieczorem, więc było już ciemno. Nie miałam mapy ani nic, ale autobus z lotniska miał pętle niedaleko hostelu, więc łatwo było trafić. Dostałam łóżko w czteroosobowym pokoju z dwoma Niemkami-licealistkami, heh. Od rana zwiedzanie miasta. Przeszłam interesujące mnie trasy polecane przez Oficina de Turismo i poleniuchowałam się na plaży. Jaaaakaaa brzydka plaża. Ciemno-szary piasek, śmieci i trawniki. Hiszpanie to niezłe brudasy są!
Drugiego dnia nie bardzo było co robić. Samemu zwiedzanie jest mało zabawne. Wmyśliłam, ze wlezę na górę z ruinami twierdzy Alcazaba. Śliczne widoki! Na tym spacerze zeszło mi się pół dnia. Niestety muzeum lalek, które chciałam obejrzeć było zamknięte [sic!]. Mieli sporo kotów na ulicach, to się chwali. Miło było w Maladze, ale w końcu wzięłam wcześniejszy autobus do Granady.
Granada: Na początku planowania mojej wycieczki miałam wogóle pominąć to miasto (bo nie nad morzem...blah...). To byłby wielki błąd! Granada podobała mi się chyba najbardziej! Śliczna zabytkowa dzielnica Albayzin, Al-hambra, no i Cyganie... mrrr. Hostel też był najprzyjemniejszy z tych, które odwiedziłam, polecam http://www.hostelsoasis.com/ (bylam tez u nich w Sevilli). Zauważyłam, że większość tego co Hiszpanie mają do pokazania to pozostałości po Maurach, nic tak hiszpańsko-hiszpańskiego.
Większość czasu zabrało mi spacerowanie wśród wąskich uliczek i białych domków, piękne widoczki w galerii. Zwiedziłam zamek i muzeum nauk przyrodniczych (świetna zabawa!).
Najbardziej podobało mi się museo de las Cuevas, domy Cyganów zorganizowane w jaskiniach skalnych!
Tutaj było jeszcze więcej kotów, większość pogłaskałam, jeden popatrzył się na mnie z wyższościa, miaukną i polazł, a z jednym udało mi się nawet pobawić! Wypas!
Alicante: Po nieprzyjemnym incydencie na stacji autobusowej w Granadzie dotarłam zmęczona i zdołowana do tego miasta. Już mi się nic nie chciało zwiedzać, ale wysiadam z autobusu i WTF!? Cała stacja w studentach poprzebieranych za pszczoły, krowy, dzieci, policjantów, rycerzy i cotamimjeszczeprzyszłodogłowy. Zdecydowanie miałam wrażenie, że ominęła mnie jakaś istotna noc w życiu imprezowym Hiszpanii. No tak, Ostatnie dni Karnawału. To była jakaś 8 rano, ani żywej duszy na ulicy, od czasu do czasu przemknie się jakiś przebieraniec. Ulice wyglądały jak wysypiska śmieci, dosłownie! (widać na zdjęciach...). Ok. 8:30 wyjechali sprzątacze i, ku memu zaskoczeniu, w godzinę- półtorej całe miasto było czyściutkie i wysprzątanie. Niesamowite, myślałam, że te śmieci to z tydzień będą się walały zanim to ogarną.
W samą porę, bo ok.11 zaczęła się dzienna zmiana świętowania końca karnawału. Na deptaki wyszli rodzice i dziadkowie z małymi dziećmi. Maluchy też oczywiście były poprzebierane. Urocze!
W Alicante byłam tylko pół dnia. Zbadałam plażę -> no! pierwsza ładna plaża jaką widziałam w Hiszpanii! Chciałam wjechać na górę z zamkiem, ale akurat winda była zepsuta, no cóż... Za to załapałam się na mszę, taka sama jak w Polsce tylko... po hiszpańsku.
Koty się znalazły, nawet im fajną fotkę strzeliłam.
Valencja: To była zdecydowanie najlepsza część wycieczki! Nareszcie nie szlajałam się sama. Bez-szczelnie wykorzystałam gościnność Miernego (dziękuję! :*), sesese. Skoczyliśmy sobie na piwko, zostałam oprowadzona po pięknym mieście Valencji (no nie przesadzajmy, ale plażę mają najładniejszą ze wszystkich jakie widziałam! A to najważniejsze). Nielegalnie dostałam się do biblioteki i mam ochotę obejrzeć więcej "Włatców Móch" (złooooo!).
Na Waleńskim(:P) uniwerku szlajają się koty po campusie! Yay! :D
Najbardziej z tej części pobytu podobało mi się jedzenie!
REKLAMA
Mierny gotuje!
Polecam ziemniaczki a la Mierhnyy ;)))
/REKLAMA
Następny przystanek Barcelona.
Barcelona: Hehe, w hostelu, w którym się zatrzymałam(San Jordi Hostel) pracowała Polka na recepcji, ale nie pogadałyśmy, bo była na nocnej zmianie. W Barcelonie już byłam tak zmęczona, że nie chciało mi się nic zwiedzać. Drugiego dnia, na dodatek, zaczęło boleć kolano.
Zobaczyłam to co najważniejsze: Park Gruell, Sagrada Familia, Barceloneta(plaża) i połaziłam po Barrio Gotica i wsio.
Kotów nie zlokalizowałam, ale w parku Gaudiego normalnie latały zielone papugi. Na wolności, jak jakieś gołębie. Przyznam, że w pierwszym momencie przetarłam oczy.
Wycieczka była ciekawa, ale smutna i samotna, zmęczyłam się i czas mi było wracać do Bilbao.
Tak zauważyłam, że Bilbao ma najładniejszą/najbardziej zadbaną starówkę ze wszystkich jakie widziałam, hmm.
1 komentarz:
Mówiłam, że w Maladze jest syfnie! Jak nie miałaś co tam robić, to mogłaś do domu Picassa, ale nie wiem, w sumie, czy tam coś ciekawego było oprócz sklepu z pamiątkami...
Prześlij komentarz